środa, 17 lipca 2013

informacja

Kochani, opowiadanie będzie kontynuowane, ale w międzyczasie zapraszam na nowo publikowane opowiadanie na tumblr!




Czwarty rozdział I Wanna Feel Your Love pojawi się w weekend!

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział III



-... a czym Ty się zajmujesz? –zapytała wsuwając do ust widelec z porcją jedzenia.
- um… - chłopak poruszył się nerwowo na swoim miejscu. -  gram na gitarze. – odparł z lekkim uśmiechem na ustach.
- uu… -dziewczyna zapiała z zachwytu. – nauczysz mnie kilku chwytów?
Chłopak przytaknął uśmiechając się szerzej. 

~~

Rose skuliła się, pocierając dłońmi ramiona gdy zetknęła się z nocnym, zimnym powietrzem.
- załóż, będzie Ci cieplej. – poczuła silne, męskie dłonie na swych ramionach, podczas gdy James ratował dziewczynę z opresji nakładając na nią swą szarą bluzę.
- dziękuję. – odparła, wtulając się w materiał, wchłaniając jego zapach. 
Jego zapach, był oszałamiający. Mieszanka kawy z grejpfrutem, pomarańczą, mandarynką i …stekiem. Ugh, ubranie zdecydowanie przesiąkło zapachem kolacji.
-  którędy do hotelu? – zapytał.
- um…. – przegryzła dolną wargę rozglądając się dookoła. – w lewo. – stwierdziła. – nie, czekaj…um…c-chyba w prawo. – jęknęła spoglądając przepraszająco na chłopaka.
James zaśmiał się w głos, ręką przyciągając dziewczynę do swojego ciała. Rose wtuliła się w bok chłopaka, czując jego ciepło.
- który to hotel? – spytał, słysząc zdezorientowanie w głosie dziewczyny.
- The Savoy. – odparła.
- wow! Nie szczędzisz sobie grosza. – parsknął ruszając z dziewczyną przy boku naprzód.
Policzki dziewczyny zarumieniły się. To nie tak, że była snobką, jej rodzice mieli pieniądze, nie ona. Nie czuła się bogata, choć rodzice nie oszczędzali na niej, chcąc zapewnić jej życie na jak najwyższym poziomie.  Rose czuła się głupio, że zatrzymała się w jednym z najdroższych  i najbardziej ekskluzywnych hoteli Londynu. Jednak, tak jakby nie miała nic do powiedzenia w tym temacie. Warunkiem rodziców wyrażenia zgody na wyjazd do Londynu, było wybranie hotelu przez nich, oraz pokrycie wszelkich wydatków, włączając w tym ofiarowanie platynowej karty. Rose początkowo oburzyła się na ten pomysł, ale rodzice przeforsowali swoje racje, tłumacząc, że chcą zapewnić jej bezpieczeństwo. Rose prychnęła pod nosem na samą myśl o tym. Na ile bezpiecznie może czuć się samotna nastolatka w sercu samego Londynu z platynową kartą w kieszeni?
- w porządku? – z letargu wyrwał ją męski głos.
- przepraszam.  – uśmiechnęła się, kiwając przy tym głową.
James potarł dłonią ramię dziewczyny w czułym geście.
- tak, więc …um… jesteśmy. – odparł po chwili.
Dziewczyna zadarła głowę do góry. Faktycznie. Zapomniała, że było to tak blisko. Za blisko. Chciała jeszcze porozmawiać ze swoim towarzyszem, który był jedyną osobą, którą znała w tym wielkim mieście.
- jesteśmy… - zawtórowała szeptem.
- to ten..ja…sądzę, że powinienem już pójść. Dobrej nocy. – rzekł odwracając się na pięcie.
Rose otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, zatrzymać go, ale zrezygnowała w ostatniej chwili. Odwróciła się powoli i skierowała się ku wejściu do hotelu, gdzie portier już otwierał potężne drzwi.
Skierowała się do windy przechodząc przez hol pełnym przyjezdnych, wciskając przycisk z numerem swojego piętra. Spojrzała na zasuwające się drzwi, i uśmiechnęła się pod nosem. W odbiciu ujrzała siebie, owiniętą w szary materiał. Wciąż miała jego bluzę. Wtuliła nos w ubranie po raz drugi tego wieczoru, przypominając sobie jego zapach.
Winda miała już ruszyć, gdy w ostatniej sekundzie w lukę pomiędzy drzwiami a ścianą windy, ktoś wsunął swoją stopę, zatrzymując windę.
- James? – zapiszczała dziewczyna, widząc jak rozsuwające się drzwi ukazały blondyna o pięknych, niebieskich  oczach.
- Zapomniałaś  zostawić mi swój numer. – wypowiedział te słowa uśmiechając się szeroko, ukazując rządek śnieżnobiałych zębów.

___

Szczerze mówiąc, nie miałam zamiaru kontynuowania tego opowiadania, gdyż w międzyczasie naszła mnie wena na nieco inną historię, która już opiewa na 60 stron. Zapewne opublikuję ją za jakiś czas, ale teraz.... cóż.... jak widzicie pojawił  się 3 rozdział.

sobota, 30 marca 2013

Rozdział II



- Spóźnisz się na samolot.
- Już idę. – odparła drobnej postury dziewczyna, odrywając się od klawiatury swojego wiernego przyjaciela.
Spojrzała w stronę drzwi. Oparta o framugę mama spoglądała na nią pytająco.
- Znów pisałaś….?
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem zatrzaskując  klapę skórzanego etui, które dostała w prezencie od niej.  Zgarnęła z łóżka granatową marynarkę i zbiegła po schodach w dół. Na dole czekał na nią wysoki mężczyzna o kruczoczarnych włosach  i czekoladowych oczach.
-  Moja księżniczka, nareszcie. – otulił ją ramieniem i skierował ich  w stronę wyjścia.
- Tylko uważaj na siebie! – usłyszała dziewczyna głos za sobą, który z każdym krokiem cichł.

Nie minęła godzina, gdy na lotnisku żegnała się już z ojcem. Złapała za walizkę i powlekła ją za sobą w stronę pracownicy lotniska. Wręczyła bilet kobiecie o niskiej posturze, która z uśmiechem sprawdziła dokumenty życząc udanej podróży. Zanim zniknęła za zakrętem odwróciła się spoglądając na zatroskanego ojca. Pokiwała głową czując się niedorzecznie. „Boże, Rose…co Ty wyprawiasz….” - pomyślała.
Po krótkiej chwili usłyszała słowa wypowiedziane przyjaznym głosem: „ Witamy Państwa na pokładzie linii WizzAir. Życzymy udanego lotu, naszym miejscem przeznaczenia jest Londyn z lotniskiem w Luton…
Rose oparła głowę o zimną szybę. Na zewnątrz panował półmrok, a na horyzoncie leniwie wyłaniała się poświata światła dziennego. Spojrzała po raz ostatni na polską ziemię, z której po chwili wzbili się w powietrze.
~~
Zdezorientowana rozglądała  się po lotnisku, zjeżdżając schodami na ogólnodostępną część terminala. Na samym dole ujrzała mężczyznę dzierżącego w dłoniach kartkę: „Ms. Hale”. Przegryzła wargę ze zdenerwowania . Sama, w obcym kraju.
W następnej chwili podróżowała czarną limuzyną po ulicach Londynu. Miasto spowiła mgła, a niebo ogarnęła szarość dnia.
- Taki urok tego miejsca. –rzucił kierowca.
Uśmiechnęła się porozumiewawczo . Nie miała ochotę na rozmowę.  Była zaledwie siódma rano, a Rose od jakiś trzech godzin była już na nogach. Jedyne o czym marzyła to wielkie łóżko z ciepłą kołdrą.

Wchodząc do pokoju hotelowego postawiła walizkę w kącie i opadła bezwładnie na łóżko.
~~
Ze snu wybudził ją dźwięk telefonu. Dłonią sunęła po łóżku do momentu aż pod opuszkami palców poczuła metalową rzecz. Spojrzała na ekran.
W prawym górnym rogu widniały liczby: 18:06. Zaklęła w duchu.
Na środku ekranu widniała ikonka słuchawki z cyfrą 9, a tuż obok koperta z liczbą 28.
Westchnęła głęboko i podniosła się siadając na skraju łóżka.
Przyłożyła słuchawkę do ucha, słysząc po chwili przerażony głos mamy.
- Tak mamo…tak…wszystko w porządku, tak. Nie martw się proszę. – próbowała ją uspokoić. – Mamo, kocham Cię. Uspokój się. Odezwę się jutro. – zakończyła rozmowę, a telefon w locie powędrował na łóżko, opadając bezszelestnie na poduszce.

W brzuchu poczuła ucisk. Uczucie głodu było nie do zniesienia.
Poprawiła makijaż, kok, a raczej to co z niego pozostało, rozpuściła pozostawiając swoje włosy w nieładzie. Zdecydowanie nie była w nastroju na strojenie się.
Założyła czarne jeansy, biały t-shirt, na nogi wciągnęła białe Conversy.
- Boże…chcesz tak pokazać się na mieście? – odezwało się drugie ja, spoglądając w lustro.
Jednym ruchem ręki wyciągnęła z walizki czapkę i ukryła swoje niesforne włosy. 

Walcząc z kluczem już po drugiej stronie drzwi, w holu minął dziewczynę  młody mężczyzna pokazując w szerokim uśmiechu rządek białych zębów. Uśmiechnęła się niepewnie, chcąc jak najszybciej zejść z oczu przystojniaka.
Pragnęła jedynie wymknąć się po jedzenie z którym miała ochotę zamknąć się w pokoju i spędzić wieczór oglądając filmy. 

Wychodząc z hotelu poczuła na twarzy podmuch zimnego wiatru.  Rozejrzała się dookoła nie wiedząc w którym kierunku ma ruszyć. Po krótkiej chwili ruszyła przed siebie nie mając pojęcia gdzie zmierza.
Przemierzała ulice zatłoczonego Londynu. W mieście panował półmrok spowodowany nadchodzącą nocą, leniwie po kolei uliczki miasta rozświetlały latarnie.
Rose skuliła się żałując, że nie zabrała ze sobą swetra.  Przemarznięta postanowiła zajrzeć do knajpki, która zdawała się ukoić jej zziębnięte ciało. Z impetem ruszyła przed siebie chcąc otworzyć drzwi. Zamiast w nie, uderzyła całym swym ciałem w wysokiego blondyna wylewając na niego kawę, którą trzymał w dłoni.
Rose wkurzyła się niemiłosiernie, gdyż krople czarnego napoju wylądowały również na jej śnieżnobiałej bluzce. Z wyrzutem spojrzała na mężczyznę, który spoglądał na nią zaskoczony.
Gdy ujrzała błękit oczu, który z rozbawieniem obserwował reakcję dziewczyny, wszystkie złe emocje jakby opadły. Dziewczyna poczuła jak jej policzki oblewają rumieńce, podczas gdy onieśmielona pięknem mężczyzny zapomniała języka w ustach.
- Ja….ja nie chciałam, przepraszam. – wyjęła pośpiesznie chusteczkę wycierając nią bluzę mężczyzny, chcąc choć trochę zniwelować skutki wypadku.
- I tak nie była dla mnie. – odparł blondyn uśmiechając się szeroko. Jego spojrzenie przeszywało Rose na wskroś, czuła jak jej ciało przechodzi dreszcz.
- Przepraszam raz jeszcze. Strasznie mi głupio. – mamrotała pod nosem próbując się wytłumaczyć. – jeśli mogłabym coś zrobić…
Jej wypowiedz przerwał pośpiesznie chłopak.
- …możesz. Możesz zabrać mnie na kolację, a ja obiecuję, że zapomnę o tym co przed chwilą się wydarzyło.
Rose poczuła gorąc, który spowił jej ciało.
- Ależ oczywiście. Zapraszam. – odparła wskazując ręką by mężczyzna wszedł z powrotem do środka.
Przekroczyli próg knajpki, która tak jak się wydawało Rose, była całkiem przytulna. Ściany pokrywała kremowa farba, z drewnianymi belkami. Ciemno- brązowe meble z czerwonymi obrusami pięknie wpasowały się w wystrój wnętrz.
Po chwili Rose ujrzała kelnerkę, która widząc mężczyznę z wielkim uśmiechem przywitała go, prawie nie zauważając dziewczyny. Poprowadziła dwójkę do stolika na samym końcu sali, gdzie mogli swobodnie porozmawiać.
Rose usiadła niepewnie, po czym uśmiechnęła się nieśmiało do blondyna, który wpatrywał się w nią dłuższą chwilę.
- Jestem Rosalie. – rzekła po chwili niezręcznej ciszy.
- James.- odparł po chwili zastanowienia. – Mam na imię James.

----

Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba.
Miło, gdybyście swoje opinie pozostawili w komentarzach.

*informacja: rozdział I był fragmentem opowiadania, które pisze Rosalie na "swoim wiernym przyjacielu". W rozdziale II mamy przedstawioną rzeczywistość dziewczyny.

sobota, 16 marca 2013

Rozdział I



Westchnęła głęboko na dźwięk budzika. Odwróciła się na drugi bok w odwecie. Nie zamierzała wstawać.
- Rooose…– dochodził głos z parteru. - …skoro ja słyszę ten budzik, to Ty pewnie też. Czas do szkoły, już. Zbieraj się. – zawołał jej tata.
Bardziej niż obecność ojca w domu zdziwił ją fakt, iż w ogóle zatroszczył się o jej edukację.
- …a od kiedy Ciebie obchodzi to co robię….- wyszeptała pod nosem.
Od śmierci matki jej relacja z ojcem wręcz rozpłynęła się w powietrzu. Całe dnie spędzał w biurze, pracując ciężko „ dla jej dobra” jak to mawiał. Tylko, czy dla jej dobra nie była ważniejsza obecność ojca w tej trudnej sytuacji?  Rose przyzwyczaiła się już do tego stanu rzeczy, jednak początki bywały trudne.
Wyciągnęła swoje wysportowane ciało i szybkim ruchem usiadła na łóżku. Przeczesała ręką włosy i  niechętnie wstała.
- Tak, czas do szkoły. – rzekła i udała się do łazienki.
~~~ 
- Rooose! Zbieraj swój śliczny tyłek tu do mnie! – usłyszała głos przyjaciółki.
- Wejdź Cara, jestem w łazience. – odparła.
Cara wdarła się na górę i z wyrzutem spojrzała na przyjaciółkę.
- Mogłabyś łaskawie nie przejmować moich obowiązków? To ja zawsze leżę w łóżku Bóg wie ile…ale Ty? Już dawno powinnaś być w drodze do szkoły!
- Co żeście się tak czepili mnie dzisiaj? – rzuciła rozżalona, dostając tym samym kuksańca od przyjaciółki. – Ałłł! – syknęła i zaczęła się śmiać. 
~~~
- Cześć Rosalie.
Cara wzdrygnęła się na dźwięk tego niebiańskiego głosu. Odwróciła głowę a jej oczom ukazał się przystojny blondyn ukazujący swe białe zęby w szerokim uśmiechu.
Rose z uśmiechem pokiwała głową zrezygnowana, zaliczając po raz drugi kuksańca od przyjaciółki.
- Co Ty wyprawiasz? – wycedziła przez zęby Cara. – Nie widzisz, że ten przystojniak Cię wręcz pożąda?
- Oh, Cara…- zachichotała Rose. – Wiesz dobrze, że obecnie priorytetem dla mnie jest dostać się na dobrą uczelnie. Nie w głowie mi chłopacy i te rzeczy…
Cara wzruszyła ramionami.  
Nie chcesz to nie. Ja się nim zajmę! – wstała i pobiegła za chłopcem przywierając do swojego ciała podręczniki.
Rose obserwowała jak jej przyjaciółka oddala się z Kevinem. Kevin był tym chłopakiem z sąsiedztwa. Od zawsze na zawsze. Przyjaciel na dobre i na złe. Złamał serce nie jednej dziewczynie, nie będąc z żadną w poważnym związku. Rose wydawało się to nieco dziwne.
Z przemyśleń wyrwał ją dźwięk dzwonka .
- Jeszcze tylko jedna lekcja. – pomyślała. 
Wstała leniwie i ruszyła ku sali lekcyjnej.
~~~
Rose przysłuchiwała się uważnie nauczycielce, gdy z zaskoczenia uderzyła ją papierowa kulka. Szybkim ruchem schowała papierek w dłoni rozglądając się po sali kto mógłby być jego właścicielem. Dwa rzędy dalej szczerzyła się Cara. – Co ona znów wymyśliła.– zachichotała w duchu rozwijając papier. 

„ Na TT zawrzało na wieść o spotkaniu prasowym z One Direction w Westfield London dzisiejszego popołudnia. Chyba nie musze pytać co dziś robimy po szkole? :)

 Rose zaśmiała się na głos. Nauczycielka skarciła ją wzrokiem, a Rose natychmiastowo przyłożyła dłoń do ust chcąc stłumić śmiech. 
~~~
Przyjaciółki wbiegły do Westfield London nie chcąc się spóźnić na spotkanie z ulubionym boysband’em całego świata.
Rose już z daleka zauważyła ten tłum, i oczywiście chłopców. Wyglądało na to, że dopiero co wyszli do fanów. Ilość ludzi nie pozwoliła jednak dziewczynom zbliżyć się do chłopaków. Weszły na pierwsze piętro by lepiej widzieć z góry. Cudem dopchały się do barierek.
- O Boże! – krzyknęła. – Cara spójrz! – kontynuowała podniecona Rose.
- Cara zobacz! – wskazała palcem na Liam’a. – jaki on jest przystojny!  Boże, oni wszyscy!
Cara chichotała pod nosem z przyjaciółki. Nie była wielką fanką tego typu muzyki, ale dzielnie wspierała śliczną szatynkę w jej obsesji. Tak, to można było nazwać obsesją. Żebyście tylko widzieli pokój tej niebieskookiej dziewczyny. Na pozór wygląda zwyczajnie – typowy pokój nastolatki. Lecz nad jej łóżkiem można ujrzeć dziesiątki plakatów chłopców. Nie miała swojego ulubieńca. Każdy na swój sposób był dla niej wyjątkowy.
Blond piękność obserwowała swoją przyjaciółkę w euforii podczas, gdy chłopcy opowiadali o swojej trasie Take Me Home. Mieli już kilka koncertów za sobą, głównie w Anglii oraz Irlandii. Rose wsłuchiwała się uważnie w słowa chłopaków  tak, że  prawdopodobnie by nawet nie zauważyła gdyby ktoś teraz postanowił ją okraść.
Spotkanie właśnie dobiegało końca, gdy Rose nagle pociągnęła swoją przyjaciółkę za nadgarstek kierując się w stronę celebrytów.
- Rose! Co Ty robisz wariatko? – krzyknęła za nią Cara.
- Chcę otrzymać jeden jedyny w swoim rodzaju Horan Hug!
- Coo…? – krzyknęła z niedowierzaniem zielonooka.
Tak, Rose oficjalnie zwariowała.
Cara nie dowierzając w słowa przyjaciółki, obserwowała tylko bieg wydarzeń. Rose z taką determinacją parła na tłum. Pragnęła spotkać chłopców osobiście. Pragnęła poznać ich nie jako muzyków światowego formatu, ale jako zwykłych nastolatków. Drobnej budowy blondynce zrobiło się przykro patrząc na to jak chłopcy udają się do wyjścia, a one nie były nawet jeszcze w połowie drogi do nich. Postanowiła zmienić strategię i pociągnęła przyjaciółkę w drugim kierunku.
- Cara, nie, proszę! – pisknęła zawiedziona Rose.
- Zaufaj mi. – odparła Cara.
Chwilę potem znalazły się na podziemnym parkingu.  Na otwartej przestrzeni panowała głucha cisza, ani jednego auta.
- Schowaj się za mną. – rozkazała Cara niczym doświadczona groupie , skrywając się za filarem.
W tym samym momencie na parking wjechały dwa czarne Range Rovery.
Rose czuła jak jej serce podchodzi do gardła.
Spojrzała na drzwi wychodzące od strony galerii. Ktoś je otworzył, a na parking poszedł szum radosnych fanów podążających za chłopakami. Ochrona szczelnie ich okrążyła dając im przejść bezproblemowo do aut.
- Teraz! – krzyknęła Cara, a Rose pobiegła ile sił w nogach przed siebie, omijając sprytnym ruchem ochronę. Traf chciał, że wpadła z impetem w ramiona blondyna.
~~~
Niall poczuł silne uderzenie, po tym jak w jego ramionach wylądowała drobna dziewczyna. Objął fankę nie dając jej upaść od siły uderzenia. Poczuł jak drobna szatynka przywarła do jego ciała, a on odwzajemnił uścisk. Uśmiechnął się mimowolnie.
- Szalona. – rzekł rozchichotany.
Spojrzał w dół chcąc przyjrzeć się swemu napastnikowi  i ujrzał błękit obserwujących go z uwielbieniem oczu. Zaparło mu dech w piersiach. Nigdy wcześniej w życiu nie widział tak pięknych oczu.
Poczuł delikatne usta na swym policzku i jakbym w spowolnionym tempie obserwował to co się dzieje. Piękność wyrwała się z jego objęcia i oddaliła się od niego.
- Zaczekaj! – krzyknął za nią, ale zanim się obejrzał dziewczyny już nigdzie nie było.
Stał w osłupieniu trzymając dłoń na policzku. 
~~~
- O Boże, Rose! – krzyknęła w euforii Cara. – zrobiłaś to wariatko!!
Przyjaciółki uciekły z miejsca zdarzenia, nie dając się złapać ochronie. Zasapane zatrzymały się tuż za rogiem galerii by złapać oddech.
Rose promieniała ze szczęścia. Cara poklepała przyjaciółkę po plecach w geście gratulacyjnym.
- Chodź. Zasłużyłaś na porządne latte z ogromną ilością pianki. – rzekła Cara.
Rose uśmiechała się szeroko, lecz nie odezwała się ani słowem przez całą drogę.  W jej głowie kłębiły się tysiące myśli i obrazy wydarzeń sprzed chwili. Czuła jakby w brzuchu miała miliony motyli.
Opadła zmęczona na krzesło, podczas gdy Cara poszła po kawę.
- Musimy to oblać. Sama kawa nie wystarczy. – zachichotała Cara, kładąc doskonałą latte przed przyjaciółką.
- Może w weekend. Jutro mamy sprawdzian z biologii. – powiedziała ze śmiechem, jak gdyby nic.