piątek, 1 listopada 2013
środa, 17 lipca 2013
informacja
Kochani, opowiadanie będzie kontynuowane, ale w międzyczasie zapraszam na nowo publikowane opowiadanie na tumblr!
Czwarty rozdział I Wanna Feel Your Love pojawi się w weekend!
niedziela, 14 lipca 2013
Rozdział III
-... a czym Ty się zajmujesz? –zapytała wsuwając do ust widelec
z porcją jedzenia.
- um… - chłopak poruszył się nerwowo na swoim miejscu.
- gram na gitarze. – odparł z lekkim
uśmiechem na ustach.
- uu… -dziewczyna zapiała z zachwytu. – nauczysz mnie kilku
chwytów?
Chłopak przytaknął uśmiechając się szerzej.
~~
Rose skuliła się, pocierając dłońmi ramiona gdy zetknęła się
z nocnym, zimnym powietrzem.
- załóż, będzie Ci cieplej. – poczuła silne, męskie dłonie
na swych ramionach, podczas gdy James ratował dziewczynę z opresji nakładając
na nią swą szarą bluzę.
- dziękuję. – odparła, wtulając się w materiał, wchłaniając
jego zapach.
Jego zapach, był oszałamiający. Mieszanka kawy z grejpfrutem,
pomarańczą, mandarynką i …stekiem. Ugh, ubranie zdecydowanie przesiąkło
zapachem kolacji.
- którędy do hotelu? –
zapytał.
- um…. – przegryzła dolną wargę rozglądając się dookoła. – w
lewo. – stwierdziła. – nie, czekaj…um…c-chyba w prawo. – jęknęła spoglądając
przepraszająco na chłopaka.
James zaśmiał się w głos, ręką przyciągając dziewczynę do
swojego ciała. Rose wtuliła się w bok chłopaka, czując jego ciepło.
- który to hotel? – spytał, słysząc zdezorientowanie w
głosie dziewczyny.
- The Savoy. – odparła.
- wow! Nie szczędzisz sobie grosza. – parsknął ruszając z
dziewczyną przy boku naprzód.
Policzki dziewczyny zarumieniły się. To nie tak, że była
snobką, jej rodzice mieli pieniądze, nie ona. Nie czuła się bogata, choć rodzice
nie oszczędzali na niej, chcąc zapewnić jej życie na jak najwyższym poziomie. Rose czuła się głupio, że zatrzymała się w
jednym z najdroższych i najbardziej
ekskluzywnych hoteli Londynu. Jednak, tak jakby nie miała nic do powiedzenia w
tym temacie. Warunkiem rodziców wyrażenia zgody na wyjazd do Londynu, było
wybranie hotelu przez nich, oraz pokrycie wszelkich wydatków, włączając w tym
ofiarowanie platynowej karty. Rose początkowo oburzyła się na ten pomysł, ale
rodzice przeforsowali swoje racje, tłumacząc, że chcą zapewnić jej
bezpieczeństwo. Rose prychnęła pod nosem na samą myśl o tym. Na ile bezpiecznie
może czuć się samotna nastolatka w sercu samego Londynu z platynową kartą w
kieszeni?
- w porządku? – z letargu wyrwał ją męski głos.
- przepraszam. –
uśmiechnęła się, kiwając przy tym głową.
James potarł dłonią ramię dziewczyny w czułym geście.
- tak, więc …um… jesteśmy. – odparł po chwili.
Dziewczyna zadarła głowę do góry. Faktycznie. Zapomniała, że
było to tak blisko. Za blisko. Chciała jeszcze porozmawiać ze swoim
towarzyszem, który był jedyną osobą, którą znała w tym wielkim mieście.
- jesteśmy… - zawtórowała szeptem.
- to ten..ja…sądzę, że powinienem już pójść. Dobrej nocy. –
rzekł odwracając się na pięcie.
Rose otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, zatrzymać go, ale
zrezygnowała w ostatniej chwili. Odwróciła się powoli i skierowała się ku
wejściu do hotelu, gdzie portier już otwierał potężne drzwi.
Skierowała się do windy przechodząc przez hol pełnym
przyjezdnych, wciskając przycisk z numerem swojego piętra. Spojrzała na
zasuwające się drzwi, i uśmiechnęła się pod nosem. W odbiciu ujrzała siebie,
owiniętą w szary materiał. Wciąż miała jego bluzę. Wtuliła nos w ubranie po raz
drugi tego wieczoru, przypominając sobie jego zapach.
Winda miała już ruszyć, gdy w ostatniej sekundzie w lukę
pomiędzy drzwiami a ścianą windy, ktoś wsunął swoją stopę, zatrzymując windę.
- James? – zapiszczała dziewczyna, widząc jak rozsuwające
się drzwi ukazały blondyna o pięknych, niebieskich oczach.
- Zapomniałaś zostawić
mi swój numer. – wypowiedział te słowa uśmiechając się szeroko, ukazując rządek
śnieżnobiałych zębów.
___
Szczerze mówiąc, nie miałam zamiaru kontynuowania tego opowiadania, gdyż w międzyczasie naszła mnie wena na nieco inną historię, która już opiewa na 60 stron. Zapewne opublikuję ją za jakiś czas, ale teraz.... cóż.... jak widzicie pojawił się 3 rozdział.
sobota, 30 marca 2013
Rozdział II
- Spóźnisz się na samolot.
- Już idę. – odparła drobnej postury dziewczyna, odrywając
się od klawiatury swojego wiernego przyjaciela.
Spojrzała w stronę drzwi. Oparta o framugę mama spoglądała
na nią pytająco.
- Znów pisałaś….?
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem zatrzaskując klapę skórzanego etui, które dostała w
prezencie od niej. Zgarnęła z łóżka granatową
marynarkę i zbiegła po schodach w dół. Na dole czekał na nią wysoki mężczyzna o
kruczoczarnych włosach i czekoladowych
oczach.
- Moja księżniczka,
nareszcie. – otulił ją ramieniem i skierował ich w stronę wyjścia.
- Tylko uważaj na siebie! – usłyszała dziewczyna głos za
sobą, który z każdym krokiem cichł.
Nie minęła godzina, gdy na lotnisku żegnała się już z ojcem.
Złapała za walizkę i powlekła ją za sobą w stronę pracownicy lotniska.
Wręczyła bilet kobiecie o niskiej posturze, która z uśmiechem sprawdziła
dokumenty życząc udanej podróży. Zanim zniknęła za zakrętem odwróciła się
spoglądając na zatroskanego ojca. Pokiwała głową czując się niedorzecznie.
„Boże, Rose…co Ty wyprawiasz….” - pomyślała.
Po krótkiej chwili usłyszała słowa wypowiedziane przyjaznym
głosem: „ Witamy Państwa na pokładzie linii WizzAir. Życzymy udanego lotu,
naszym miejscem przeznaczenia jest Londyn z lotniskiem w Luton…”
Rose oparła głowę o zimną szybę. Na zewnątrz panował
półmrok, a na horyzoncie leniwie wyłaniała się poświata światła dziennego.
Spojrzała po raz ostatni na polską ziemię, z której po chwili wzbili się w
powietrze.
~~
Zdezorientowana rozglądała
się po lotnisku, zjeżdżając schodami na ogólnodostępną część terminala.
Na samym dole ujrzała mężczyznę dzierżącego w dłoniach kartkę: „Ms. Hale”. Przegryzła
wargę ze zdenerwowania . Sama, w obcym kraju.
W następnej chwili podróżowała czarną limuzyną po ulicach
Londynu. Miasto spowiła mgła, a niebo ogarnęła szarość dnia.
- Taki urok tego miejsca. –rzucił kierowca.
Uśmiechnęła się porozumiewawczo . Nie miała ochotę na
rozmowę. Była zaledwie siódma rano, a Rose
od jakiś trzech godzin była już na nogach. Jedyne o czym marzyła to wielkie
łóżko z ciepłą kołdrą.
Wchodząc do pokoju hotelowego postawiła walizkę w kącie i
opadła bezwładnie na łóżko.
~~
Ze snu wybudził ją dźwięk telefonu. Dłonią sunęła po łóżku do momentu aż pod opuszkami palców poczuła metalową rzecz. Spojrzała na ekran.
W prawym górnym rogu widniały liczby: 18:06. Zaklęła w
duchu.
Na środku ekranu widniała ikonka słuchawki z cyfrą 9, a tuż
obok koperta z liczbą 28.
Westchnęła głęboko i podniosła się siadając na skraju łóżka.
Przyłożyła słuchawkę do ucha, słysząc po chwili przerażony
głos mamy.
- Tak mamo…tak…wszystko w porządku, tak. Nie martw się
proszę. – próbowała ją uspokoić. – Mamo, kocham Cię. Uspokój się. Odezwę się
jutro. – zakończyła rozmowę, a telefon w locie powędrował na łóżko, opadając
bezszelestnie na poduszce.
W brzuchu poczuła ucisk. Uczucie głodu było nie do
zniesienia.
Poprawiła makijaż, kok, a raczej to co z niego pozostało,
rozpuściła pozostawiając swoje włosy w nieładzie. Zdecydowanie nie była w
nastroju na strojenie się.
Założyła czarne jeansy, biały t-shirt, na nogi wciągnęła
białe Conversy.
- Boże…chcesz tak pokazać się na mieście? – odezwało się drugie
ja, spoglądając w lustro.
Jednym ruchem ręki wyciągnęła z walizki czapkę i ukryła
swoje niesforne włosy.
Walcząc z kluczem już po drugiej stronie drzwi, w holu minął dziewczynę
młody mężczyzna pokazując w szerokim
uśmiechu rządek białych zębów. Uśmiechnęła się niepewnie, chcąc jak najszybciej zejść z oczu przystojniaka.
Pragnęła jedynie wymknąć się po jedzenie z którym miała
ochotę zamknąć się w pokoju i spędzić wieczór oglądając filmy.
Wychodząc z hotelu poczuła na twarzy podmuch zimnego
wiatru. Rozejrzała się dookoła nie
wiedząc w którym kierunku ma ruszyć. Po krótkiej chwili ruszyła przed siebie
nie mając pojęcia gdzie zmierza.
Przemierzała ulice zatłoczonego Londynu. W mieście panował
półmrok spowodowany nadchodzącą nocą, leniwie po kolei uliczki miasta
rozświetlały latarnie.
Rose skuliła się żałując, że nie zabrała ze sobą swetra. Przemarznięta postanowiła zajrzeć do knajpki,
która zdawała się ukoić jej zziębnięte ciało. Z impetem ruszyła przed siebie
chcąc otworzyć drzwi. Zamiast w nie, uderzyła całym swym ciałem w wysokiego
blondyna wylewając na niego kawę, którą trzymał w dłoni.
Rose wkurzyła się niemiłosiernie, gdyż krople czarnego
napoju wylądowały również na jej śnieżnobiałej bluzce. Z wyrzutem spojrzała na
mężczyznę, który spoglądał na nią zaskoczony.
Gdy ujrzała błękit oczu, który z rozbawieniem obserwował
reakcję dziewczyny, wszystkie złe emocje jakby opadły. Dziewczyna poczuła jak
jej policzki oblewają rumieńce, podczas gdy onieśmielona pięknem mężczyzny
zapomniała języka w ustach.
- Ja….ja nie chciałam, przepraszam. – wyjęła pośpiesznie
chusteczkę wycierając nią bluzę mężczyzny, chcąc choć trochę zniwelować skutki
wypadku.
- I tak nie była dla mnie. – odparł blondyn uśmiechając się
szeroko. Jego spojrzenie przeszywało Rose na wskroś, czuła jak jej ciało
przechodzi dreszcz.
- Przepraszam raz jeszcze. Strasznie mi głupio. – mamrotała
pod nosem próbując się wytłumaczyć. – jeśli mogłabym coś zrobić…
Jej wypowiedz przerwał pośpiesznie chłopak.
- …możesz. Możesz zabrać mnie na kolację, a ja obiecuję, że
zapomnę o tym co przed chwilą się wydarzyło.
Rose poczuła gorąc, który spowił jej ciało.
- Ależ oczywiście. Zapraszam. – odparła wskazując ręką by
mężczyzna wszedł z powrotem do środka.
Przekroczyli próg knajpki, która tak jak się wydawało
Rose, była całkiem przytulna. Ściany pokrywała kremowa farba, z drewnianymi
belkami. Ciemno- brązowe meble z czerwonymi obrusami pięknie wpasowały się w
wystrój wnętrz.
Po chwili Rose ujrzała kelnerkę, która widząc mężczyznę z
wielkim uśmiechem przywitała go, prawie nie zauważając dziewczyny. Poprowadziła
dwójkę do stolika na samym końcu sali, gdzie mogli swobodnie porozmawiać.
Rose usiadła niepewnie, po czym uśmiechnęła się nieśmiało do
blondyna, który wpatrywał się w nią dłuższą chwilę.
- Jestem Rosalie. – rzekła po chwili niezręcznej ciszy.
- James.- odparł po chwili zastanowienia. – Mam na imię
James.
----
Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba.
Miło, gdybyście swoje opinie pozostawili w komentarzach.
*informacja: rozdział I był fragmentem opowiadania, które pisze Rosalie na "swoim wiernym przyjacielu". W rozdziale II mamy przedstawioną rzeczywistość dziewczyny.
----
Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba.
Miło, gdybyście swoje opinie pozostawili w komentarzach.
*informacja: rozdział I był fragmentem opowiadania, które pisze Rosalie na "swoim wiernym przyjacielu". W rozdziale II mamy przedstawioną rzeczywistość dziewczyny.
sobota, 16 marca 2013
Rozdział I
Westchnęła głęboko na dźwięk budzika. Odwróciła się na drugi
bok w odwecie. Nie zamierzała wstawać.
- Rooose…– dochodził głos z parteru. - …skoro ja słyszę
ten budzik, to Ty pewnie też. Czas do szkoły, już. Zbieraj się. – zawołał jej
tata.
Bardziej niż obecność ojca w domu zdziwił ją fakt, iż w
ogóle zatroszczył się o jej edukację.
- …a od kiedy Ciebie obchodzi to co robię….- wyszeptała pod
nosem.
Od śmierci matki jej relacja z ojcem wręcz rozpłynęła się w
powietrzu. Całe dnie spędzał w biurze, pracując ciężko „ dla jej dobra” jak to
mawiał. Tylko, czy dla jej dobra nie była ważniejsza obecność ojca w tej
trudnej sytuacji? Rose przyzwyczaiła się
już do tego stanu rzeczy, jednak początki bywały trudne.
Wyciągnęła swoje wysportowane ciało i szybkim ruchem usiadła
na łóżku. Przeczesała ręką włosy i niechętnie wstała.
- Tak, czas do szkoły. – rzekła i udała się do łazienki.
~~~
- Rooose! Zbieraj swój śliczny tyłek tu do mnie! – usłyszała
głos przyjaciółki.
- Wejdź Cara, jestem w łazience. – odparła.
Cara wdarła się na górę i z wyrzutem spojrzała na
przyjaciółkę.
- Mogłabyś łaskawie nie przejmować moich obowiązków? To ja
zawsze leżę w łóżku Bóg wie ile…ale Ty? Już dawno powinnaś być w drodze do
szkoły!
- Co żeście się tak czepili mnie
dzisiaj? – rzuciła rozżalona, dostając tym samym kuksańca od przyjaciółki. –
Ałłł! – syknęła i zaczęła się śmiać.
~~~
- Cześć Rosalie.
Cara wzdrygnęła się na dźwięk tego niebiańskiego głosu.
Odwróciła głowę a jej oczom ukazał się przystojny blondyn ukazujący swe białe
zęby w szerokim uśmiechu.
Rose z uśmiechem pokiwała głową zrezygnowana, zaliczając po
raz drugi kuksańca od przyjaciółki.
- Co Ty wyprawiasz? – wycedziła przez zęby Cara. – Nie widzisz,
że ten przystojniak Cię wręcz pożąda?
- Oh, Cara…- zachichotała Rose. – Wiesz dobrze, że obecnie
priorytetem dla mnie jest dostać się na dobrą uczelnie. Nie w głowie mi
chłopacy i te rzeczy…
Cara wzruszyła ramionami.
– Nie chcesz to nie. Ja się nim zajmę! –
wstała i pobiegła za chłopcem przywierając do swojego ciała podręczniki.
Rose obserwowała jak jej przyjaciółka oddala się z Kevinem.
Kevin był tym chłopakiem z sąsiedztwa. Od zawsze na zawsze. Przyjaciel na dobre
i na złe. Złamał serce nie jednej dziewczynie, nie będąc z żadną w poważnym
związku. Rose wydawało się to nieco dziwne.
Z przemyśleń wyrwał ją dźwięk dzwonka .
- Jeszcze tylko jedna lekcja. –
pomyślała.
Wstała leniwie i ruszyła ku sali lekcyjnej.
~~~
Rose przysłuchiwała się uważnie nauczycielce, gdy z
zaskoczenia uderzyła ją papierowa kulka. Szybkim ruchem schowała papierek w
dłoni rozglądając się po sali kto mógłby być jego właścicielem. Dwa rzędy dalej
szczerzyła się Cara. – Co ona znów wymyśliła.– zachichotała w duchu rozwijając
papier.
„ Na TT zawrzało na wieść o spotkaniu prasowym z One
Direction w Westfield London dzisiejszego popołudnia. Chyba nie musze pytać co
dziś robimy po szkole? :)”
Rose zaśmiała się na głos. Nauczycielka
skarciła ją wzrokiem, a Rose natychmiastowo przyłożyła dłoń do ust chcąc stłumić
śmiech.
~~~
Przyjaciółki wbiegły do Westfield London nie chcąc się spóźnić
na spotkanie z ulubionym boysband’em całego świata.
Rose już z daleka zauważyła ten tłum, i oczywiście chłopców.
Wyglądało na to, że dopiero co wyszli do fanów. Ilość ludzi nie pozwoliła
jednak dziewczynom zbliżyć się do chłopaków. Weszły na pierwsze piętro by
lepiej widzieć z góry. Cudem dopchały się do barierek.
- O Boże! – krzyknęła. – Cara spójrz! – kontynuowała podniecona
Rose.
- Cara zobacz! – wskazała palcem na Liam’a. – jaki on jest
przystojny! Boże, oni wszyscy!
Cara chichotała pod nosem z przyjaciółki. Nie była wielką
fanką tego typu muzyki, ale dzielnie wspierała śliczną szatynkę w jej obsesji.
Tak, to można było nazwać obsesją. Żebyście tylko widzieli pokój tej
niebieskookiej dziewczyny. Na pozór wygląda zwyczajnie – typowy pokój nastolatki.
Lecz nad jej łóżkiem można ujrzeć dziesiątki plakatów chłopców. Nie miała
swojego ulubieńca. Każdy na swój sposób był dla niej wyjątkowy.
Blond piękność obserwowała swoją przyjaciółkę w euforii
podczas, gdy chłopcy opowiadali o swojej trasie Take Me Home. Mieli już kilka
koncertów za sobą, głównie w Anglii oraz Irlandii. Rose wsłuchiwała się uważnie
w słowa chłopaków tak, że prawdopodobnie by nawet nie zauważyła gdyby
ktoś teraz postanowił ją okraść.
Spotkanie właśnie dobiegało końca, gdy Rose nagle pociągnęła
swoją przyjaciółkę za nadgarstek kierując się w stronę celebrytów.
- Rose! Co Ty robisz wariatko? – krzyknęła za nią Cara.
- Chcę otrzymać jeden jedyny w swoim rodzaju Horan Hug!
- Coo…? – krzyknęła z niedowierzaniem zielonooka.
Tak, Rose oficjalnie zwariowała.
Cara nie dowierzając w słowa przyjaciółki, obserwowała tylko
bieg wydarzeń. Rose z taką determinacją parła na tłum. Pragnęła spotkać chłopców
osobiście. Pragnęła poznać ich nie jako muzyków światowego formatu, ale jako
zwykłych nastolatków. Drobnej budowy blondynce zrobiło się przykro patrząc na
to jak chłopcy udają się do wyjścia, a one nie były nawet jeszcze w połowie
drogi do nich. Postanowiła zmienić strategię i pociągnęła przyjaciółkę w drugim
kierunku.
- Cara, nie, proszę! – pisknęła zawiedziona Rose.
- Zaufaj mi. – odparła Cara.
Chwilę potem znalazły się na podziemnym parkingu. Na otwartej przestrzeni panowała głucha
cisza, ani jednego auta.
- Schowaj się za mną. – rozkazała Cara niczym doświadczona
groupie , skrywając się za filarem.
W tym samym momencie na
parking wjechały dwa czarne Range Rovery.
Rose czuła jak jej serce podchodzi do gardła.
Spojrzała na drzwi wychodzące od strony galerii. Ktoś je
otworzył, a na parking poszedł szum radosnych fanów podążających za chłopakami.
Ochrona szczelnie ich okrążyła dając im przejść bezproblemowo do aut.
- Teraz! – krzyknęła Cara, a
Rose pobiegła ile sił w nogach przed siebie, omijając sprytnym ruchem ochronę.
Traf chciał, że wpadła z impetem w ramiona blondyna.
~~~
Niall poczuł silne uderzenie, po tym jak w jego ramionach
wylądowała drobna dziewczyna. Objął fankę nie dając jej upaść od siły
uderzenia. Poczuł jak drobna szatynka przywarła do jego ciała, a on odwzajemnił
uścisk. Uśmiechnął się mimowolnie.
- Szalona. – rzekł rozchichotany.
Spojrzał w dół chcąc przyjrzeć się swemu napastnikowi i ujrzał błękit obserwujących go z
uwielbieniem oczu. Zaparło mu dech w piersiach. Nigdy wcześniej w życiu nie
widział tak pięknych oczu.
Poczuł delikatne usta na swym policzku i jakbym w
spowolnionym tempie obserwował to co się dzieje. Piękność wyrwała się z jego
objęcia i oddaliła się od niego.
- Zaczekaj! – krzyknął za nią, ale zanim się obejrzał
dziewczyny już nigdzie nie było.
Stał w osłupieniu trzymając dłoń
na policzku.
~~~
- O Boże, Rose! – krzyknęła w euforii Cara. – zrobiłaś to
wariatko!!
Przyjaciółki uciekły z miejsca zdarzenia, nie dając się złapać
ochronie. Zasapane zatrzymały się tuż za rogiem galerii by złapać oddech.
Rose promieniała ze szczęścia. Cara poklepała przyjaciółkę
po plecach w geście gratulacyjnym.
- Chodź. Zasłużyłaś na porządne latte z ogromną ilością
pianki. – rzekła Cara.
Rose uśmiechała się szeroko, lecz nie odezwała się ani
słowem przez całą drogę. W jej głowie
kłębiły się tysiące myśli i obrazy wydarzeń sprzed chwili. Czuła jakby w
brzuchu miała miliony motyli.
Opadła zmęczona na krzesło, podczas gdy Cara poszła po kawę.
- Musimy to oblać. Sama kawa nie wystarczy. – zachichotała Cara,
kładąc doskonałą latte przed przyjaciółką.
- Może w weekend. Jutro mamy sprawdzian z biologii. –
powiedziała ze śmiechem, jak gdyby nic.
Subskrybuj:
Posty (Atom)